Półmaraton Warszawski
0
5
3
6
6

Aktualności

Pierwsza partia odebrana 2013-12-18 16:54:43

Leksykon tuż przed wysyłką.

Zobacz wszystkie

Henryk Paskal

Od ponad czterdziestu lat jest związany z bieganiem, najpierw po jednej, teraz po drugiej stronie barierki. Karierę rozpoczął z początkiem lat 70. pod szyldem Oleśniczanki. Debiutował w 1973 roku w Dębnie z wynikiem 2:34:55. Dwa lata później jako pierwszy minął metę Warszawskiego Maratonu Trybuny Ludu. Jako zawodnik po raz ostatni stawił się na mecie w 1984 roku. Jego rekord życiowy to 2:18:14, ustanowiony w 1978 roku w Otwocku. Rozmawiamy z Henrykiem Paskalem.

LEKSYKON: Podoba się Panu pomysł stworzenia Leksykonu Polskich Maratończyków?
- Oczywiście, uważam, że jest to bardzo dobry pomysł. Do tej pory nie ukazała się w Polsce żadna tego typu publikacja. Na świecie, owszem, istnieją takie kroniki. U nas jeszcze nie, ale wydaje mi się, że zainteresowanie leksykonem będzie dość duże.

Zgłaszają się nie tylko zawodowcy, ale i amatorzy, których ciągle przybywa na trasach. Zresztą nie ma się co dziwić. Bieganie to piękny sport. Jak Pan zaczął swoją przygodę z bieganiem?
- Tak naprawdę już od najmłodszych lat biegałem. W szkole już na pierwszych zawodach zająłem drugie miejsce. Zostałem zauważony przez trenera i tak trafiłem do klubu sportowego „Oleśniczanka”. Była to dość mocna drużyna. Zaczynałem od mniejszych dystansów na 1000 m, 3000 m, później 5000 m i 10000 m.
W 1973 r. wystartowałem pierwszy raz w biegu maratońskim w Dębnie z wynikiem 2:34:55. Dwa lata później wystartowałem w Warszawskim Maratonie Trybuny Ludu, gdzie zająłem pierwsze miejsce. Rekord życiowy ustanowiłem natomiast w Otwocku w 1978 r., gdzie dystans maratonu pokonałem w czasie 2:18:14.

W charakterze zawodnika, po raz ostatni wystartował Pan w 1984 r. Teraz wszystkich zawodników sam Pan zaprasza do siebie. Jest pan organizatorem Międzynarodowego Półmaratonu w Pile. Co było powodem przejścia na drugą stronę barierki?
- Wszystko potoczyło się samoczynnie. Od samego początku udało mi się połączyć karierę zawodnika z karierą organizatora. Kiedy przestałem poprawiać wyniki na zawodach, wiedziałem, że już nic więcej nie zdziałam. Oczywiście biegać dalej mogłem, ale już nie wyczynowo. Raczej rekreacyjnie, dla własnej przyjemności. Nie da się przez całe życie biegać na najwyższych obrotach. Dlatego zrezygnowałem z udziału w zawodach i zająłem się samą organizacją.

Jak wygląda budowanie prestiżu imprezy biegowej?
- Przede wszystkim zaczyna się małymi krokami. W 1991 r. zorganizowałem pierwszy bieg w Pile. Zawodnicy mieli do pokonania 15 km. Z roku na rok chętnych przybywało. Stąd pomysł na zwiększenie dystansu. W roku 2000 ruszyła pierwsza edycja półmaratonu, który zyskał rangę imprezy międzynarodowej. Zaczęli przyjeżdżać zawodnicy zza granicy, a to zdecydowanie działa na plus, jeśli chodzi o frekwencję biegaczy na starcie.

Jakie elementy są ważne podczas organizowania takiego biegu?
- Ważna jest trasa, musi być atrakcyjna zarówno pod względem krajobrazowym, jak i terenowym. Nie ma nic gorszego, niż nuda na trasie wynikająca z monotonnych widoków. Istotne jest również ukształtowanie terenu. Przewyższenia między linią startu a metą. Chodzi o to, żeby trasa była „szybka”, idealna do bicia rekordów. Im trasa łatwiejsza, tym większe zadowolenie zawodników, a co za tym idzie, także i nasze, jako organizatorów.

To bardzo budujące i motywuje do dalszej pracy. Co jeszcze cieszy organizatorów podczas zawodów?
- Na pierwszym miejscu zadowolenie zawodników, ale ważni są również sponsorzy. Chcemy, by ich wkład był wynagrodzony i przynosił im oczekiwaną satysfakcję. Dzięki temu chętniej podejmą współpracę przy kolejnych edycjach imprezy.

To są te dobre strony, ale zapewne istnieją jeszcze warianty mniej optymistyczne. Organizatorzy starają się przewidywać różne sytuacje, ale na niektóre niestety nie mają wpływu.
- Są to raczej incydenty wynikające z postawy biegaczy, zwłaszcza amatorów, którzy nie przekalkulują możliwości i w efekcie są zmuszeni opuścić trasę biegu. Kontuzje, nadmierne wycieńczenie organizmu, odwodnienia, utraty przytomności. Takie sytuacje są wpisane w plan imprezy. Jesteśmy na to przygotowani i z całych sił staramy się zapewnić takim zawodnikom bezpieczeństwo. Mimo że faktycznie nie mamy na to wpływu – budzi to nasz smutek.

W jakim kierunku zmierza polskie bieganie? Zarówno amatorskie, jak i to profesjonalne? Jest Pan w stanie przewidzieć, czy za 10 lat dogonimy z frekwencją takie imprezy jak Berlin Maraton, Boston Maraton? - W tym momencie Polska przeżywa istny boom na bieganie. Frekwencja rośnie i myślę, że nasze czołowe maratony mają szansę dogonić te wielkie imprezy. Potrzeba na to jednak czasu, lat – nawet kilkunastu. Dużą rolę odgrywa tu czołówka naszych polskich maratończyków, m.in. Henryk Szost, Marcin Chabowski, Mariusz Giżyński, Artur Kozłowski, którzy startują na arenie międzynarodowej. Ma to zdecydowanie duży wpływ na bieganie wśród amatorów. Ludzie widzą, że to naprawdę fajny sport i sami chcą się sprawdzić. To dobrze wróży na przyszłość i jest szansa, że poziom naszych imprez będzie iście międzynarodowy.

Co danej imprezie daje przyjęcie jej w poczet AIMS (Międzynarodowe Stowarzyszenie Maratonów i Biegów Ulicznych)?
- AIMS to zrzeszenie największych biegów na świecie. Z jego ramienia powstają kalendarze biegowe, które są dostępne dla każdego zainteresowanego. W takim kalendarzu znajdują się informacje na temat wszystkich biegów należących do stowarzyszenia. Jest to zatem rodzaj reklamy, renomy, która ma szanse trafić do szerszego grona odbiorców. Dodatkowo stowarzyszenie organizuje kongresy, podczas których omawiane są problemy, cele, zadania dotyczące wszystkich członków.

Nasz kraj także może pochwalić się taką instytucją. Polskie Stowarzyszenie Biegów, którego jest Pan prezesem, działa na podobnych zasadach.
- Tak, z tym że zdecydowanie na mniejsza skalę. Działamy od 1995 r. i zrzeszamy coraz większą liczbę imprez biegowych w całej Polsce. Począwszy od biegów ulicznych, po górskie, przełajowe, aż po maratony. Co roku wydajemy bezpłatne kalendarze biegowe, które rozdajemy chętnym i zainteresowanym. Organizujemy konferencje dla członków stowarzyszenia, podczas których omawiamy zasady bezpieczeństwa imprez, regulaminy biegów oraz wszelkie sprawy dotyczące organizacji.

Jakie odczucia ma Pan dziś z perspektywy organizatora? Co Pan czuje patrząc na ludzi ustawiających się na linii startu?
- Przede wszystkim jest ogromna radość. Zarówno z frekwencji, jak i wyników osiągniętych przez zawodników. Zadowolenie biegaczy to dla organizatora najlepsza nagroda.

Wracając do czasów, w których sam Pan biegał, który start utkwił Panu najbardziej w pamięci?
- Ciężko powiedzieć. Mam na koncie 43 maratony. Każdy z nich wiąże się z emocjami i różnego rodzaju odczuciami. Dla każdego najważniejszy jest chyba debiut i również dla mnie miał ogromne znaczenie. Zwycięstwo w Warszawskim Maratonie Trybuny Ludu jest najmilszym wspomnieniem z racji osiągniętego wyniku. Również Maraton Górski w Czechosłowacji, który choć był bardzo wymagający, udało się wygrać.

Czy chciałby Pan jeszcze stanąć kiedyś na linii startu wraz z tłumem innych biegaczy? Chociażby z sentymentu?
- Zdecydowanie nie. Taką podjąłem decyzję i nie planuję żadnych startów. Zresztą ogrom obowiązków nie pozwala na swobodne trenowanie, by należycie przygotować się do startu. Mimo że biegaczem zostaje się już na zawsze, pozostanę na swoim miejscu – po tej drugiej stronie.

Życzymy w takim razie powodzenia w dalszych sukcesach i coraz większej liczby chętnych na linii startu Międzynarodowego Półmaratonu w Pile.

W serwisie www.leksykonmaratonczykow.pl stosuje się tzw. pliki cookies (specjalne pliki pochodzące z danej witryny internetowej odnotowywane i zapamiętywane przez daną przeglądarkę internetową), które są następnie zapisywane na np. dysku twardym użytkownika. Ten rodzaj plików służy m.in. ułatwieniu poruszania się po naszym serwisie, a także zapamiętywania określonych preferencji użytkownika w ramach naszego serwisu. Informujemy, że jest możliwe usunięcie tych plików z dysku twardego lub zablokowywanie ich zapisywania. Sposób wprowadzenia takich zmian jest zależny od używanej przeglądarki internetowej, a zmiany można wprowadzić poprzez odpowiednie skonfigurowanie ustawień wyszukiwarki. Brak zmiany w ww. ustawieniach należy interpretować jako zgodę użytkownika na akceptację plików cookies. Należy jednak pamiętać, że zablokowanie zapisywania plików cookies może spowodować utrudnione korzystanie z wybranych funkcji serwisu. W serwisie www.leksykonmaratonczykow.pl za pośrednictwem plików cookies zbieramy jedynie dane, które są wykorzystywane do ogólnych celów statystycznych i nie są one wykorzystywane w celu identyfikacji użytkowników w celach np. handlowych. Zamknij